Postanowiłam sobie wrócić do trybu dziennego i zacząć wpadać tutaj częściej niż zdarzało się to ostatnimi czasy. Zacznę od wczoraj.
Rozpoczęcie miałam na 9, zatem nie wyspałam się jakoś szczególnie, mimo, że nie poszłam spać późno. Na spokojnie się ubrałam i wyszłam z domu. Nierówne chodniki wydawały się być jeszcze bardziej krzywe niż zwykle, a nogi niewyobrażalnie ciężkie, ale udało mi się dotrzeć na czas. Oczywiście szczery uśmiech zagościł na mojej twarzy, kiedy zobaczyłam moją najlepszą klasę pod słońcem (taki żarcik). Bez zbędnych rozmów weszłam do klasy, gdzie dosyć sprawnie potoczyła się teoretyczna część spotkania. Jako pierwsza wyszłam z sali i bez zastanowienia ruszyłam w kierunku domu, gdzie wróciłam do wakacyjnego stroju codziennego, położyłam się na kanapie pod kocem z laptopem na kolanach, Zagadkami Umysłu w tv i płatkami z miodem. Poleniuchowałam tak dłuższą chwilę, po czym przeniosłam się do siebie, bo wróciła mama. Jakoś wolę unikać kontaktu z nią. Wieczorem poszłyśmy sobie z Anoreksją na spacer do parku, na naszą idealnie zakamuflowaną miejscówę. Pogadałyśmy, zjadłyśmy musli i poszłyśmy dalej. Później nie miałam już na nic ochoty, więc wykąpałam się i przetransportowałam z laptopem do łóżka.

Dzisiejszy dzień jako pierwszy w szkole muszę dodać do udanych. Dostaliśmy najlepszych możliwych nauczycieli na rozszerzenie i przedmiot uzupełniający, grupy są w sam raz i przede wszystkim jest spokojniej niż wcześniej, kiedy na każdej lekcji było 32 osoby. Zostałam przewodniczącą klasy, co uważam za bzdurę i największą pomyłkę ostatnich dni. Po szkole poszłyśmy na gofry, a później spacerkiem do domu. Zgubiłam oczywiście parasol, a w zasadzie to zostawiłam na krześle, ale nieważne. Zaraz zrobię sobie herbatkę, przeczytam kolejny temat z historii i poczekam na info od Anoreksji, czy wpada na bułki w jajku. Poza tym oficjalnie zapominam o pierdach z wakacji. Ciągle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz