Może to trochę dziwne, a może całkiem normalne i dosyć popularne wśród dziewcząt w moim wieku, ale postanowiłam założyć tutaj swego rodzaju "dziennik". Nie jest to do końca odpowiedzialne, aby publikować szczegóły ze swojego życia w sieci, jednak bardzo mi zależy, żeby mieć jakąś pamiątkę za kilka lat. Dzisiejszy dzień był dla mnie dniem pełnym refleksji, dlatego właśnie, mimo wszelkich wątpliwości, po przeanalizowaniu, zdecydowałam się na tego typu formę pamiętnika. Próbowałam już wielokrotnie prowadzić normalny pamiętnik, niestety po niedługim czasie zostawał on rzucony w kąt. Nie chciałabym, aby stało się tak po raz kolejny, dlatego internetowy dziennik wydaje się być niegłupim pomysłem. Będę dodawać zdjęcie, ewentualnie kilka z bieżącego dnia, opisywać pokrótce jakieś sytuacje, które miały miejsce. Sądzę, że może to być ciekawe. W każdym razie mam nic do stracenia.
Bardzo możliwe, że dzisiejszy wpis wyjdzie dosyć mdło, ale muszę się rozkręcić, więc przyszła Julko - nie kończ czytać na tym zdaniu.
Wielkanoc.
To bardzo ciekawe - mamy już prawie kwiecień, a pogoda jest bardziej zimowa, niż była zimą tego roku. Aż ciężko uwierzyć, że na te święta lepiłam bałwana. Wszędzie głośno o ociepleniu klimatu, ale jakoś nie zauważyłam, żeby faktycznie tak się działo.
Dzień spędziłam u cioci. Z wielkim bólem i zgrzytaniem zębów musiałam wstać o 8, żeby się przygotować do wyjścia, ale i tak wybiegłam z domu ostatnia. Gdyby nie to, że łazienka była zajęta przez hm..."męża matki", to może dałabym radę na czas. Nie rozumiem dlaczego robi mi na złość. Nieustannie robi na złość. Nic mu nie zrobiłam, niczym nie zawiniłam, ale fajnie jest się widocznie wyżywać na mniejszym od siebie. Zauważyłam to już dawno, ale nie chcę o tym pisać. Jednakże zamykanie drzwi na klucz przed nosem nie należy do najsympatyczniejszych gestów.
Bardzo się cieszę, że dziadek również pojechał do cioci. Obawiałam się, że nie będzie w stanie dojechać i wysiedzieć tam tyle, a ku mojemu zaskoczeniu został prawie do 16. Tak strasznie
byłam dumna i pocieszona, kiedy widziałam jak z chęcią je. Brzmi to dosyć idiotycznie, ale biorąc pod uwagę to, że od końca października ledwo jest w stanie przełknąć herbatę, było to cholernie miłe do zobaczenia. Podziubdział coś, podziubdział, ale zjadł ze smakiem - co najważniejsze. Smutno patrzeć na kogoś, kogo traci się w oczach. Mam nadzieję i będę błagać o to tego kogoś, tam na górze, aby kolejne święta odbyły się w tym samym gronie.
Tylko Wiktoria i ja odważyłyśmy się zjeść nasz wspaniały tęczowy tort oreo. Nikt więcej nie raczył na niego spojrzeć, co nie było miłe. Stałyśmy wczoraj parę godzin nad garami, tyle było gadania, tyle narzekania, a nikt nie zjadł. Może i lepiej, bo będzie więcej dla nas. Wyszedł pyszny!
Wiele bym dała, aby móc pojechać do stolicy. Potrzebuję odpocząć od tego wszystkiego, co fundują mi w ramach rozrywki codziennie znajomi i rodzina. Nie lubię się nad sobą użalać, ale powoli nie ogarniam, dlatego koniecznie muszę sobie zorganizować taki wyjazd. Mam nadzieję, że Oriana nie jedzie nigdzie na majówkę, bo to chyba będzie najlepszy moment na regenerację.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz