poniedziałek, 1 kwietnia 2013

2.

Prima Aprilis 

Poranek idealny - spanie do późna, herbata, serial i mogę tak w nieskończoność. Jednak nic nie trwa wiecznie, a szczególnie miłe chwile. Niedługo po skończeniu drugiego odcinka, musiałam się ogarniać do wyjścia. Wręcz uwielbiam chodzić na obiady do teściów matki - wspaniali ludzie... Te sztuczne uśmiechy, nieudolne próby bycia miłym i uprzejmym - żałosne. Babcia mi wciąż powtarza, abym starała się być dla nich  sympatyczna i zachowywała się kulturalnie, jednak po tej dziwnej sytuacji, kiedy teściowa przyszła do nas myć okna (co jest dla mnie jakimś absurdem) i zjechała mnie z góry do dołu, twierdząc, że niszczę ich rodzinę. Tak, jakbym miała jakikolwiek wpływ na ich życie, coś wnosiła. Jest wręcz odwrotnie. Nawet matkę traktuję jak współlokatorkę, a z jej mężem nie zamieniłam słowa od listopada. Ale oczywiście, pani idealna ma rację.

Kira!
Koniec zrzędzenia.Posiedziałam, pośmiałam się z sucharów pana wszechwiedzącego i odwieźli mnie do domu. Poszłam do babci, bo co mogę robić sama w domu. Zjadłam pieczarki, ciasto i pośmiałam się z wujkiem. Takie rodzinne imprezy są mimo wszystko męczące, dlatego wybawieniem była Burygieł, która wyciągnęła mnie na KŚia. Na początku niechętnie po ostatniej środzie, ale jednak się przekonałam i było warto. Pośmiałam się, oderwałam na chwilę od rzeczywistości. Towarowy z Częstochowy zostanie moim ulubionym drinkiem.
Aktualnie zamulam na skype i z jednej strony jestem strasznie zadowolona i dumna, a z drugiej się zawiodłam i lekko podłamałam, ale takie życie. Nic nowego. Przynajmniej mam plany na jutro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz