Jestem po obozie. Jeszcze nawet nie zdążyłam się do końca rozpakować, a co dopiero poukładać sobie wszystkiego w głowie. Muszę przyznać, że było to fantastyczne 10 dni, które na pewno będą miały wpływ na moje dalsze życie, rozumowanie i postrzeganie świata. Ludzie, których poznałam zmienili mnie. Wnieśli coś do mojego małego świata. Zauważyłam, że każdy krótszy bądź dłuższy wyjazd zmieniają coś we mnie. Przełamują pewne bariery, które wytworzyły się z różnych względów. Dla niektórych jest to tylko, a dla innych aż 10 dni. Dla mnie było to zdecydowanie za mało, ale wystarczająco, by zdążyć się namyśleć, odpocząć i nabrać energii.
 |
| jedno z piątkowych zdjęć |
Dużo różnych sytuacji miało tam miejsce. Olsztyn, a dokładniej samo Kortowo jest dla mnie szczególnym miejscem już od paru lat. Lubię tam wracać, wręcz czuję taką potrzebę. Jest tam kilka zakamarków, o których możliwe, że wiem tylko ja, do których przychodzę w trudniejszych chwilach. Tak samo było tym razem. Są to miejsca odosobnione, głęboko w lesie przy jeziorku, gdzie jedynymi śladami istnienia życia, są małe ślady nóżek ptaszków. Tym bardziej uwielbiam tam przebywać, bo wiem, że jestem tam zupełnie sama i nikt mnie nie znajdzie. Każdy chyba potrzebuje takich miejsc. Swoich małych azylów.
Liczę, że niektóre z zawartych tam znajomości przetrwają bardzo długo. Będę je pielęgnować i starać się, by wszystko było w porządku. Poszczególne są dla mnie wyjątkowe, ważne.
Po obozie, zaraz w piątek miałam sesję w Rybniku, która ku mojemu zaskoczeniu, mimo zmęczenia i wyczerpania, wyszła jak najbardziej na plus. Jestem niezwykle zadowolona i muszę przyznać, że z sesji na sesję idzie mi coraz lepiej.