niedziela, 28 lipca 2013

31

Jestem po obozie. Jeszcze nawet nie zdążyłam się do końca rozpakować, a co dopiero poukładać sobie wszystkiego w głowie. Muszę przyznać, że było to fantastyczne 10 dni, które na pewno będą miały wpływ na moje dalsze życie, rozumowanie i postrzeganie świata. Ludzie, których poznałam zmienili mnie. Wnieśli coś do mojego małego świata. Zauważyłam, że każdy krótszy bądź dłuższy wyjazd zmieniają coś we mnie. Przełamują pewne bariery, które wytworzyły się z różnych względów. Dla niektórych jest to tylko, a dla innych aż 10 dni. Dla mnie było to zdecydowanie za mało, ale wystarczająco, by zdążyć się namyśleć, odpocząć i nabrać energii.
jedno z piątkowych zdjęć
Dużo różnych sytuacji miało tam miejsce. Olsztyn, a dokładniej samo Kortowo jest dla mnie szczególnym miejscem już od paru lat. Lubię tam wracać, wręcz czuję taką potrzebę. Jest tam kilka zakamarków, o których możliwe, że wiem tylko ja, do których przychodzę w trudniejszych chwilach. Tak samo było tym razem. Są to miejsca odosobnione, głęboko w lesie przy jeziorku, gdzie jedynymi śladami istnienia życia, są małe ślady nóżek ptaszków. Tym bardziej uwielbiam tam przebywać, bo wiem, że jestem tam zupełnie sama i nikt mnie nie znajdzie. Każdy chyba potrzebuje takich miejsc. Swoich małych azylów.
Liczę, że niektóre z zawartych tam znajomości przetrwają bardzo długo. Będę je pielęgnować i starać się, by wszystko było w porządku. Poszczególne są dla mnie wyjątkowe, ważne.

Po obozie, zaraz w piątek miałam sesję w Rybniku, która ku mojemu zaskoczeniu, mimo zmęczenia i wyczerpania, wyszła jak najbardziej na plus. Jestem niezwykle zadowolona i muszę przyznać, że z sesji na sesję idzie mi coraz lepiej.

czwartek, 11 lipca 2013

30.

Minęło kilka dni od ostatniego wpisu, ale przynajmniej jest o czym pisać. Jak wspominałam poprzednio, początek wakacji był dosyć spokojny. Nie chciałam. Nie miałam ochoty. Mam jakieś gorsze, ciche dni. Od blisko miesiąca. Prawdę mówiąc niewiele się zmieniło. Są tylko plany i wielkie odliczanie do wyjazdu. Naprawdę potrzebuję spędzenia kilku dni z dala od tego wszystkiego. Ostatnio coraz częściej mam takie momenty słabości, w których jedynym ratunkiem jest opuszczenie tego strasznego i przytłaczającego miejsca, które bynajmniej nie pomaga w jakiejkolwiek regeneracji czy też chwili wytchnienia.
kolejne spontanowe niedzielne stare
czerwcowe
Każdy dzień w tym tygodniu był taki sam. Spanie do 11, śniadanie, tv, odwiedziny babci i dziadka, powrót do domu, tv, problemy z zaśnięciem, aż w końcu w okolicach godziny 3 w nocy udaje mi się zasnąć. Taki plan dnia wbrew pozorom jest wyjątkowo męczący. Najgorsze są wieczory, podczas których same z siebie przychodzą różne myśli. Coś jak podsumowanie dnia. Trudno jest to przejść bez uronienia łzy. Szczególnie, kiedy każdego dnia obserwuje się stratę jednej z najbliższych osób. Pisałam już o tym, więc nie ma powodu, aby się powtarzać. Atrakcją tego tygodnia był piknik z Ewą, który byłby idealny, gdyby nie komary i inne robactwa. Dzisiaj zakupy przedobozowe. Kupiłam najpotrzebniejsze rzeczy i mam z głowy już wszystko, ponieważ wstępną selekcję przed pakowaniem zrobiłam na początku tygodnia. Także teraz wypchana walizka czeka jedynie na kosmetyczkę. Na jutro zaplanowane są zdjęcia. Po raz pierwszy nie cieszy mnie to. Jest mi to obojętne, a momentami nie chce mi się po prostu. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku i zdjęcia wyjdą wspaniałe - mimo wszystko.

niedziela, 7 lipca 2013

29.

Po prawie miesięcznej przerwie dodaję wpis. Jak łatwo się można domyślić tak jak prowadzenie dziennika, tak samo wygląda sprawa reszty moich postanowień. Chociaż nie wszystkich. Z dumą muszę przyznać, że te najtrudniejsze idą mi najlepiej. Ograniczam tak bardzo kontakty, że przez cały pierwszy tydzień wakacji nie widziałam się z nikim. No, oprócz klasowego ogniska w poniedziałek. Cały, calusieńki tydzień, który w normalnych okolicznościach spędziłabym na piciu, wieczornych wyjściach i dzikich szaleństwach, spędziłam kulturalnie na działce z babcią. W efekcie ani milimetr mojego ciała nie jest nienaruszony przez komary i inne dziwne gryzące robactwa. Namęczyłam się chyba za cały rok. Kopiąc, plewiąc, podlewając, kosząc, chodząc po drzewach i zabijając ślimaki. Aż boli mnie krzyż. Nie przypuszczałam, że dowiem się jak to jest w tak młodym wieku. Czy jestem z siebie dumna? Nie mam pojęcia. Czuję się rozdarta. Z jednej strony cieszę się, że trwam w postanowieniu już tak długi czas, a z drugiej...szkoda mi trochę tego czasu i znajomości. Wmawiam sobie, że to dla mojego dobra. Nie przyzwyczajamy się, nie przywiązujemy. 
a to tam takie czerwcowe

Babcia upiekła jakiś chlebek watykański. Kazała mi go zjeść i pomyśleć życzenie. Nie wiem o co chodzi, ale brzmi groźnie. Będę musiała poczytać o tym trochę. Poza tym obejrzałam tak wiele filmów w ciągu ostatnich dwóch tygodni, że powinni mi za to płacić. Przynajmniej mam świetnego doradce i nie żałuję, że poświęciłam tyle czasu na siedzenie przed ekranikiem.