czwartek, 11 lipca 2013

30.

Minęło kilka dni od ostatniego wpisu, ale przynajmniej jest o czym pisać. Jak wspominałam poprzednio, początek wakacji był dosyć spokojny. Nie chciałam. Nie miałam ochoty. Mam jakieś gorsze, ciche dni. Od blisko miesiąca. Prawdę mówiąc niewiele się zmieniło. Są tylko plany i wielkie odliczanie do wyjazdu. Naprawdę potrzebuję spędzenia kilku dni z dala od tego wszystkiego. Ostatnio coraz częściej mam takie momenty słabości, w których jedynym ratunkiem jest opuszczenie tego strasznego i przytłaczającego miejsca, które bynajmniej nie pomaga w jakiejkolwiek regeneracji czy też chwili wytchnienia.
kolejne spontanowe niedzielne stare
czerwcowe
Każdy dzień w tym tygodniu był taki sam. Spanie do 11, śniadanie, tv, odwiedziny babci i dziadka, powrót do domu, tv, problemy z zaśnięciem, aż w końcu w okolicach godziny 3 w nocy udaje mi się zasnąć. Taki plan dnia wbrew pozorom jest wyjątkowo męczący. Najgorsze są wieczory, podczas których same z siebie przychodzą różne myśli. Coś jak podsumowanie dnia. Trudno jest to przejść bez uronienia łzy. Szczególnie, kiedy każdego dnia obserwuje się stratę jednej z najbliższych osób. Pisałam już o tym, więc nie ma powodu, aby się powtarzać. Atrakcją tego tygodnia był piknik z Ewą, który byłby idealny, gdyby nie komary i inne robactwa. Dzisiaj zakupy przedobozowe. Kupiłam najpotrzebniejsze rzeczy i mam z głowy już wszystko, ponieważ wstępną selekcję przed pakowaniem zrobiłam na początku tygodnia. Także teraz wypchana walizka czeka jedynie na kosmetyczkę. Na jutro zaplanowane są zdjęcia. Po raz pierwszy nie cieszy mnie to. Jest mi to obojętne, a momentami nie chce mi się po prostu. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku i zdjęcia wyjdą wspaniałe - mimo wszystko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz