niedziela, 7 lipca 2013

29.

Po prawie miesięcznej przerwie dodaję wpis. Jak łatwo się można domyślić tak jak prowadzenie dziennika, tak samo wygląda sprawa reszty moich postanowień. Chociaż nie wszystkich. Z dumą muszę przyznać, że te najtrudniejsze idą mi najlepiej. Ograniczam tak bardzo kontakty, że przez cały pierwszy tydzień wakacji nie widziałam się z nikim. No, oprócz klasowego ogniska w poniedziałek. Cały, calusieńki tydzień, który w normalnych okolicznościach spędziłabym na piciu, wieczornych wyjściach i dzikich szaleństwach, spędziłam kulturalnie na działce z babcią. W efekcie ani milimetr mojego ciała nie jest nienaruszony przez komary i inne dziwne gryzące robactwa. Namęczyłam się chyba za cały rok. Kopiąc, plewiąc, podlewając, kosząc, chodząc po drzewach i zabijając ślimaki. Aż boli mnie krzyż. Nie przypuszczałam, że dowiem się jak to jest w tak młodym wieku. Czy jestem z siebie dumna? Nie mam pojęcia. Czuję się rozdarta. Z jednej strony cieszę się, że trwam w postanowieniu już tak długi czas, a z drugiej...szkoda mi trochę tego czasu i znajomości. Wmawiam sobie, że to dla mojego dobra. Nie przyzwyczajamy się, nie przywiązujemy. 
a to tam takie czerwcowe

Babcia upiekła jakiś chlebek watykański. Kazała mi go zjeść i pomyśleć życzenie. Nie wiem o co chodzi, ale brzmi groźnie. Będę musiała poczytać o tym trochę. Poza tym obejrzałam tak wiele filmów w ciągu ostatnich dwóch tygodni, że powinni mi za to płacić. Przynajmniej mam świetnego doradce i nie żałuję, że poświęciłam tyle czasu na siedzenie przed ekranikiem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz