Gratuluję sobie wytrwałości w postanowieniu, jakim miał być ten dziennik. Nie mam czasu! Co chwilę coś. Już mnie to męczy. Koniec usprawiedliwiania się! Do rzeczy.
Skrótowy opis - sobota->środa.
Sobotę przeleniuchowałam do popołudnia. Następnie poszłam do babci. Pomogłam jej poprasować. Żelazko było złośliwe! Ciągle kapała z niego woda, a para robiła mi inhalację przez całe prasowanie. Zostałam tam do późnego wieczoru, pomagając jeszcze w różnych innych pracach. Po powrocie do domu powędrowałam bezpośrednio do łóżka, a w nim oglądałam moich najwspanialszych Winchesterów.
Niedziela była równie leniwa, mimo ambitnych planów. Niestety ostatnio wszystko co zaplanuję trafia cholera, w efekcie spałam do 10 i podreptałam do babci, gdzie zjadłam pyszny obiad. Wzięłam tam sobie książki, żeby się pouczyć, ALE (bo zawsze jest jakieś ale) kiedy zadzwonił wujek, że po nas przyjedzie i popołudnie spędzimy u nich, zapomniałam o tym, że wyjęłam je z plecaka. Takim sposobem całą niedziele przeleżałam w ogrodzie na huśtawce, jedząc truskawki i pijąc mrożoną kawę.
Poniedziałek był pracowity i straszny. Naprawdę. Nie chciałabym przeżyć kolejnego takiego dnia. W szkole jak to w szkole, nic ciekawego. Zwolniłam się z wfu, aby móc pojechać z Sandrą ogarnąć półmetek. Wysiadłyśmy niestety przystanek za daleko i musiałyśmy iść piechotą prawie 3km w upale poboczem. Strasznie męczące, szczególnie, że miałam buty na koturnie, ale nieważne. Idąc tak i idąc zauważyłyśmy malutką sarenkę, która wyszła z pola i weszła na drogę. Była wielkości przeciętnego kundelka. Kiedy była już prawie koło nas znikąd pojawiło się auto, jadące bardzo szybko. Potrąciło ją i nie zatrzymało się. Byłam w szoku. Nigdy nie widziałam nic równie przerażającego. Szczególnie, że zwierzętami przejmuję się wyjątkowo. Krzywda ludzi nie jest dla mnie tak istotna, jak zwierząt. Prawie płakałam. To było coś okropnego. Dałam Sandrze moją kurtkę, a sama wzięłam sarenkę na ręce i zaniosłam na pobocze. Chwilę przy niej byłyśmy, po czym kontynuowałyśmy spacer do "Rege". Ten widok chodzi za mną do teraz. Wystarczy, że zamknę oczy i widzę te małe zwierzątko. Nie mogę się pozbierać.
Wtorek był jak każdy inny, ale z trochę inną ekipą. Ewa nie była do dyspozycji, więc na szybko szukałam towarzystwa. Z Kocielską i Cwikiem poszliśmy do maka, gdzie doszło do nas w późniejszym czasie paru znajomych. Śmiechy, chichy, każdy musiał iść w swoją stronę. Miałam jeszcze trochę czasu do angielskiego, zatem wzięłam rower Kocielskiej i powoziłam się po mieście. Po lekcji pojechałam po nią i poszłyśmy do mnie. Przetłumaczyłam jej opowiadania na angielski, zjadłyśmy pączki, wypiłyśmy herbatę i tyle dobrego.
Środa, czyli dzisiaj. Nie poszłam do szkoły, z powodu złego samopoczucia. Miałam pouczyć się historii, ale wyszło, że spałam do 12! Nie wiem jakim cudem. Na 13 musiałam być u babci, więc niewiele zdążyłam zrobić. Zjadłam obiad, poopalałam się na balkonie i wróciłam do domu. Zabrałam się od razu za projekt na chemię. Nie obyło się bez zdenerwowania. Jedna osoba z grupy wysłała mi na czas swoją partię materiału. Całą resztę musiałam robić sama. Nienawidzę prac w grupach. Zobaczymy co z tego będzie. Tymczasem zabieram się za angielski i teorię z informatyki. Mam nadzieję, że dobrze mi pójdzie, ponieważ zależy mi. Naprawdę.
środa, 22 maja 2013
piątek, 17 maja 2013
21.
I z dziennika zrobił się tygodnik? Naprawdę rzadko korzystam z komputera. Nie potrafię wygospodarować czasu, aby móc coś tu napisać i jest mi z tym źle. Na szczęście nic szczególnego nie działo się w tym tygodniu. Byłam jedynie na komunii, na której prawie się popłakałam. Nie rozumiem ludzi, którzy krzywdzą zwierzęta i sprawia im to radość. Nie mogę pojąć jak można być tak nieczułym. Na samą myśl serce mi pęka. Nigdy nie zrozumiem zachowania rodziny tego kretyna, ale przynajmniej wiem, że mają niektóre cechy i zachowania genetycznie uwarunkowane.
Jedynym dniem, o którym mogę coś więcej napisać jest dzień dzisiejszy - piątek.
Bez większego problemu wstałam i zebrałam się sprawnie do szkoły, co w tym tygodniu nastąpiło po raz pierwszy, ponieważ przestawiam się jeszcze z Warszawskiego stylu życia.W szkole oczywiście nic ciekawego. Miałyśmy straszny problem ze zjedzeniem marchewek, ponieważ każdy z ciekawością oglądał co jemy i chciał trochę. Nie dałyśmy się jednak zwieść tym uśmieszkom. Po szkole poszłyśmy do lumpa. Kupiłyśmy dwie szalone bluzki, które zostaną wykorzystane do zdjęć. Nie mogę się już doczekać. Poza tym zajmuję się organizacją półmetku, więc mam strasznie dużo roboty, na domiar złego irytują mnie ludzie. Mam tak nieogarniętą klasę, że słabo mi na samą myśl. Ludzie! Dorośnijcie. Wracając do dnia dzisiejszego. Wieczorową porą wpadła Koscielska, później poszłyśmy do niej, żeby się przebrała. Pogadałam z jej mamą - przekochana kobieta. Następnie spotkaliśmy się w parku. Kolejnym punktem wycieczki było hebe, dalej 13, a na końcu standardowo mak, gdzie zjedliśmy kurczaczki. Uwielbiam te wieczory. Najlepsze na koniec oczywiście. A w środę byliśmy na juwenaliach.
![]() |
| urodzinowy wonsz |
Jedynym dniem, o którym mogę coś więcej napisać jest dzień dzisiejszy - piątek.
Bez większego problemu wstałam i zebrałam się sprawnie do szkoły, co w tym tygodniu nastąpiło po raz pierwszy, ponieważ przestawiam się jeszcze z Warszawskiego stylu życia.W szkole oczywiście nic ciekawego. Miałyśmy straszny problem ze zjedzeniem marchewek, ponieważ każdy z ciekawością oglądał co jemy i chciał trochę. Nie dałyśmy się jednak zwieść tym uśmieszkom. Po szkole poszłyśmy do lumpa. Kupiłyśmy dwie szalone bluzki, które zostaną wykorzystane do zdjęć. Nie mogę się już doczekać. Poza tym zajmuję się organizacją półmetku, więc mam strasznie dużo roboty, na domiar złego irytują mnie ludzie. Mam tak nieogarniętą klasę, że słabo mi na samą myśl. Ludzie! Dorośnijcie. Wracając do dnia dzisiejszego. Wieczorową porą wpadła Koscielska, później poszłyśmy do niej, żeby się przebrała. Pogadałam z jej mamą - przekochana kobieta. Następnie spotkaliśmy się w parku. Kolejnym punktem wycieczki było hebe, dalej 13, a na końcu standardowo mak, gdzie zjedliśmy kurczaczki. Uwielbiam te wieczory. Najlepsze na koniec oczywiście. A w środę byliśmy na juwenaliach.
czwartek, 9 maja 2013
20.
| Warszawska stylówa 'Derpina' |
nieco dziennik. Majówka w stolicy wpłynęła na mnie dosyć konkretnie i wiem, że nastąpi znaczący przełom w moim życiu, ale o tym wspomniałam na blogu ->noboodywantsthetruth<-, teraz w skrócie postaram się odtworzyć mój majówkowy wypad do Warszawy, który jak zwykle był dla mnie wspaniałym doświadczeniem i przeżyciem.
Moja majówka zaczęła się już wtorkowym wypadem na mecz, poprzedzonym chwilowym pobytem w parku. Nie byliśmy długo na mieście, ponieważ chłopcy mieli autobus, a ja musiałam wyspać się przed pociągiem, który był o 4:36. W pociągu jak w pociągu, walczyłam z niewyspaniem i zmęczeniem w ogóle. Dałam radę i dojechałam na miejsce z godzinnym opóźnieniem, które wynikło zaraz po wyjeździe z Rybnika. Matt i Oriana czekali już na dworcu, powitali mnie serdecznie i ruszyliśmy na Bielany. Kocham okolicę, kocham mieszkanie i kocham tych ludzi. Wszystko jest wspaniałe, można powiedzieć, że jak z bajki. Zaraz po wejściu powitał mnie zaspany wujek z bokserkach i równie nieogarnięty Wiktor. Matt wrócił na Sadybę, aby pisać pracę, a my ogarnęłyśmy śniadanie. Było tak normalnie, a jednocześnie dobrze. Dawno nikt dla mnie tyle nie zrobił. Było mi bardzo miło, czułam się ważna. Porozmawialiśmy chwilę wszyscy, wujek zrobił mi kawę. Odbyła się poważna rozmowa z Orianą. Później pojechałyśmy na miasto. Wzięłam potrzebne rzeczy, ogarnęłyśmy spacer, Wisłę i obiad, wieczorem dotarłyśmy do Matta, który czekał na nas przygotowany do konkretnych akcji. Rozmawialiśmy do późna, było śmiesznie, ale chwilami poważnie.
Niestety nie pamiętam szczegółowo co działo się w kolejności, ale wydaję mi się, że czwartek i piątek były szczególnie ciężkimi dniami. Wieczorem poszliśmy na pubbing, który
| Stylówa życia wiosna/lato 2013 |
Jestem niezwykle dumna z tego, że mam tam tak wspaniałych znajomych, którym tak wiele zawdzięczam. Te wszystkie rozmowy, rozwiane wątpliwości, szczerość i serdeczność, którymi mnie obdarowali jest bezcenna. Cieszę się, że są, że mogę zawsze się do nich zwrócić. Jestem cholerną szczęściarą i czekam z utęsknieniem na studia!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

