piątek, 17 maja 2013

21.

I z dziennika zrobił się tygodnik? Naprawdę rzadko korzystam z komputera. Nie potrafię wygospodarować czasu, aby móc coś tu napisać i jest mi z tym źle. Na szczęście nic szczególnego nie działo się w tym tygodniu. Byłam jedynie na komunii, na której prawie się popłakałam. Nie rozumiem ludzi, którzy krzywdzą zwierzęta i sprawia im to radość. Nie mogę pojąć jak można być tak nieczułym. Na samą myśl serce mi pęka. Nigdy nie zrozumiem zachowania rodziny tego kretyna, ale przynajmniej wiem, że mają niektóre cechy  i zachowania genetycznie uwarunkowane.
urodzinowy wonsz

Jedynym dniem, o którym mogę coś więcej napisać jest dzień dzisiejszy - piątek.

Bez większego problemu wstałam i zebrałam się sprawnie do szkoły, co w tym tygodniu nastąpiło po raz pierwszy, ponieważ przestawiam się jeszcze z Warszawskiego stylu życia.W szkole oczywiście nic ciekawego. Miałyśmy straszny problem ze zjedzeniem marchewek, ponieważ każdy z ciekawością oglądał co jemy i chciał trochę. Nie dałyśmy się jednak zwieść tym uśmieszkom. Po szkole poszłyśmy do lumpa. Kupiłyśmy dwie szalone bluzki, które zostaną wykorzystane do zdjęć. Nie mogę się już doczekać. Poza tym zajmuję się organizacją półmetku, więc mam strasznie dużo roboty, na domiar złego irytują mnie ludzie. Mam tak nieogarniętą klasę, że słabo mi na samą myśl. Ludzie! Dorośnijcie. Wracając do dnia dzisiejszego. Wieczorową porą wpadła Koscielska, później poszłyśmy do niej, żeby się przebrała. Pogadałam z jej mamą - przekochana kobieta. Następnie spotkaliśmy się w parku. Kolejnym punktem wycieczki było hebe, dalej 13, a na końcu standardowo mak, gdzie zjedliśmy kurczaczki. Uwielbiam te wieczory. Najlepsze na koniec oczywiście. A w środę byliśmy na juwenaliach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz