czwartek, 9 maja 2013

20.

Warszawska stylówa 'Derpina'
Minęło sporo czasu, jednak nie bez powodu zaniedbałam
nieco dziennik. Majówka w stolicy wpłynęła na mnie dosyć konkretnie i wiem, że nastąpi znaczący przełom w moim życiu, ale o tym wspomniałam na blogu ->noboodywantsthetruth<-, teraz w skrócie postaram się odtworzyć mój majówkowy wypad do Warszawy, który jak zwykle był dla mnie wspaniałym doświadczeniem i przeżyciem.

Moja majówka zaczęła się już wtorkowym wypadem na mecz, poprzedzonym chwilowym pobytem w parku. Nie byliśmy długo na mieście, ponieważ chłopcy mieli autobus, a ja musiałam wyspać się przed pociągiem, który był o 4:36. W pociągu jak w pociągu, walczyłam z niewyspaniem i zmęczeniem w ogóle. Dałam radę i dojechałam na miejsce z godzinnym opóźnieniem, które wynikło zaraz po wyjeździe z Rybnika. Matt i Oriana czekali już na dworcu, powitali mnie serdecznie i ruszyliśmy na Bielany. Kocham okolicę, kocham mieszkanie i kocham tych ludzi. Wszystko jest wspaniałe, można powiedzieć, że jak z bajki. Zaraz po wejściu powitał mnie zaspany wujek z bokserkach i równie nieogarnięty Wiktor. Matt wrócił na Sadybę, aby pisać pracę, a my ogarnęłyśmy śniadanie. Było tak normalnie, a jednocześnie dobrze. Dawno nikt dla mnie tyle nie zrobił. Było mi bardzo miło, czułam się ważna. Porozmawialiśmy chwilę wszyscy, wujek zrobił mi kawę. Odbyła się poważna rozmowa z Orianą. Później pojechałyśmy na miasto. Wzięłam potrzebne rzeczy, ogarnęłyśmy spacer, Wisłę i obiad, wieczorem dotarłyśmy do Matta, który czekał na nas przygotowany do konkretnych akcji. Rozmawialiśmy do późna, było śmiesznie, ale chwilami poważnie.
Niestety nie pamiętam szczegółowo co działo się w kolejności, ale wydaję mi się, że czwartek i piątek były szczególnie ciężkimi dniami. Wieczorem poszliśmy na pubbing, który

Stylówa życia wiosna/lato 2013
skończył się dla mnie nieciekawie. Doceniam jednak postawę wujka, który twardo mnie bronił, natomiast niewiele zdziałał. Rano obudziłam się i byłam w szoku, ale dopiero później zaczęło się robić coraz gorzej. Cały dzień straciłam na leczenie się. Jedną atrakcją było kino z Paulą i wieczór w jej ślicznym mieszkanku. Prędko wróciliśmy na Sadybę, gdzie bezpośrednio po rozebraniu, weszłam do łóżka. Nie do opisania było uczucie, z którym obudziłam się kolejnego dnia. Było wspaniale, błogo. Czułam się dobrze i zjadłam tosta! Po ogarnięciu się pojechałyśmy na Bielany, które są zdecydowanie moim ulubionym miejscem. Tam każdy zajął się sobą. Zrobiłśmy sobie babski wieczór z serami i winem. Było miło, muzyka, zdjęcia, rozmowy. Później wybrałyśmy się do Planu B, gdzie spotkałyśmy wujka! To było coś -stolica jest taka wielka, a można się spotkać mimo wszystko. To przeznaczenie! Wróciliśmy, zrobiliśmy sobie kolację z mikrofalówki z wujaszkiem i poszliśmy ładnie spać. Kolejne dni były cieplejsze, dlatego też spędzaliśmy je na Polu Mokotowskim. Mahoń na 100% ! Poznałam Julkę i Gosię z Malinką. Każda z nich mnie zaskoczyła i bez wątpienia wniosła coś w moje życie.
Jestem niezwykle dumna z tego, że mam tam tak wspaniałych znajomych, którym tak wiele zawdzięczam. Te wszystkie rozmowy, rozwiane wątpliwości, szczerość i serdeczność, którymi mnie obdarowali jest bezcenna.  Cieszę się, że są, że mogę zawsze się do nich zwrócić. Jestem cholerną szczęściarą i czekam z utęsknieniem na studia!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz