Czwartek!
Ach, co za dzień! Aż dziwne, że jeszcze nie zasnęłam na siedząco. Na szczęście wpis tutaj jest ostatnią czynnością, jaką mam zaplanowaną na dzisiaj. Ale może od początku.
 |
spontan niedzielny i zapowiedź dziś chociaż wcale niepodobne! |
Wciąż czekam i się niecierpliwię na umowę, a jej jak nie było, tak nie ma. Stresuje mnie to, chociaż wiem, że ją dostanę. W szkole od rana całkiem dobrze, mam 4 na koniec z biologii, zatem jeden przedmiot z głowy. Teraz tylko ciężki weekend z chemią i polskim, ale coś za coś. Po lekcjach pędem do domu po rzeczy i na obiad, którego nie miałam zamiaru zjeść, ale zostałam zmuszona... Z mnóstwem rzeczy i workiem na trupa zabrałyśmy się na makijaż, który mimo swojej delikatności i dziewczęcego wdzięku, okazał się być ciekawym dodatkiem do całej stylizacji na zdjęcia. Nie mówiąc już o fryzurze, którą byłam zaskoczona. Do tej pory siedzę w spiętych włosach i szkoda mi wyjąć z nich choć jedną wsuwkę! Sesję można zaliczyć do udanych z czystym sumieniem. Wydaje mi się, że Kraków wpłynął na mnie pozytywnie i więcej z siebie daję, co można będzie już niedługo zobaczyć. Było śmiesznie, ale też konkretnie. Usiadłam nawet na mrowisko. Czekam z niecierpliwością na efekty, które mam nadzieję - już jutro zobaczę. Zabrałam się niedawno za wypracowanie na polski, ale jestem zbyt zmęczona, aby cokolwiek napisać. Po notce można zauważyć, że to nie ma rąk i nóg, dlatego powoli zmierzam ku końcowi. Czeka na mnie łóżeczko, ale zanim się do niego wpakuję, wejdę jeszcze do kuchni i pójdę po pieska. Lubię z nią spać. Czuję się mniej samotnie. LALALA, już robi się smętnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz