poniedziałek, 3 czerwca 2013

24.

Poniedziałek.

Dzisiaj już bez większych problemów dotarłam do laptopa, zatem na spokojnie mogę dodać kolejny bezsensowny wpis, w którym opiszę swój jakże ciekawy dzień. Bez owijania w bawełnę.
Wstałam rano z wielkim bólem i niechęcią. Niemiecki na pierwszej lekcji nie jest wymarzonym początkiem dnia, a co dopiero tygodnia. Na szczęście nie było tak tragicznie, w sumie nic nie robiliśmy, a pani nie miała nawet naszego dziennika. Kolejną lekcją była historia, na której przysypiałam. Jakoś wyjątkowo długo nie mogłam się rozbudzić. Religię spędziłam leżąc w łączniku z wspaniałą muzyką. Ciekawostką jest, że słuchawki pożyczyłam od Nędzy, ponieważ pewien upierdliwy delikwent nie ma zamiaru oddać mi moich. Słuchawki pożyczyłam również na dzień jutrzejszy, ze względu na wyjazd do Krakowa. Następne trzy lekcje  były językiem polskim, lubię ten przedmiot. Poza tym przepadła nam matematyka. Czego chcieć więcej? 4+ i 5 z angielskiego? Gratuluję sama sobie. To święto, zważając na to, że profesorek mnie nie darzy sympatią. Następnym szokiem dnia była 4 z wypracowania maturalnego z j.polskiego. Jestem naprawdę zdziwiona, ponieważ zawsze wychodziłam poza klucz. Nie potrafię pisać zgodnie z tym wymyślnym głupstwem. Na wfie skakałyśmy przez kozła. Nie rozumiem dlaczego w gimnazjum nie miałam najmniejszych problemów z tym ćwiczeniem. Aktualnie jest to dla mnie jakiś koszmar. Boję się, mam jakąś blokadę i nie jestem w stanie tego zrobić. Nie ufam naszej nauczycielce. Myślę, że głownie przez to sytuacja tak wygląda. Muszę się przemóc, koniecznie. Po lekcjach poszłam z Burgieł do lumpa, znalazłam tam kilka bardzo fajnych ubrań, niestety wszystkie były na mnie za szerokie. Nienawidzę siebie za to, naprawdę. Wracając rozmawiałam z Koszelą. Mam na jutro misję, która strasznie mnie stresuje. O niej jednak wspomnę w kolejnym wpisie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz