niedziela, 2 czerwca 2013

23.

23.

Wiem, że zaniedbałam ZNOWU, ale tym razem z premedytacją. Nie chciałam pisać o ostatnich dniach. Trochę wychodzi ze mnie tchórzostwo i chęć uniknięcia za wszelką cenę nieprzyjemności, ale taka już jestem - słaba z natury. Na swoje usprawiedliwienie nie mam wiele, oprócz tego, że te dni nie należały do udanych. Dużo myślałam, może nawet za dużo, a przede wszystkim wyznaczyłam sobie nowe cele i myślę, że zakończyłam pewien rozdział w moim życiu. Co prawda nieoficjalnie, bo oficjalny będzie dokładnie w połowie tego miesiąca, ale to już i tak ogromny krok w tym kierunku. Nie wiem czy powinnam być z siebie dumna, ale mam nadzieję, że wyj

dzie mi to na dobre. We wszystkim wspiera mnie Ewa, która możliwe, że to przeczyta, więc dziękuję, za Twój surowy wzrok, który jest jednoznaczny podczas moich dziwnych zachowań i skoków w bok z mojego planu.

W skrócie wszystko co pamiętam:

Ogólnie ujmując miałam ostrą jazdę z nauką. Siedziałam dniami nad biologią i historią, nie napisałam niestety zadowalająco, ale myślę, że tragedii nie ma. Szkoda, bo naprawdę się starałam. Dni wolności i poczucia bezpieczeństwa się skończyły - tyran wrócił do domu i nie wybiera się nigdzie w najbliższym czasie, zatem zapowiadają się wspaniałe dni spędzone w pokoju z herbatą i książką.
Ubiegły tydzień mimo wszystko nie był jakiś bardzo straszny. Był niesympatyczny, ale czas spędziłam miło i nie mogę zaprzeczyć. Poniedziałek był pracowity z wyżej wymienioną biologią, we wtorek wczesnym porankiem poszliśmy śmiecić do Cieślika, spędziliśmy tam wieczór, a później poleciałam napisać biologię, następny był sprawdzian z matmy, na który niestety nie byłam przygotowana. Popołudnie spędzone również na świętowaniu osiemnastki. Środa bez szaleństw za dnia, natomiast wieczór był przedni. Spędzony z ludźmi z gimnazjum, naprawdę kupa śmiechu! Trochę inaczej niż zwykle, odpoczęłam i zapomniałam na chwilę o Bożym świecie. Czwartek przeleniuchowany. Piątek już bardziej pracowity - 3godziny lekcji angielskiego, na którym zamówiliśmy pizze. Później poszliśmy na pola i jakoś przeleciał dzień. Mogłabym rozpisać się tutaj bardziej, ale to jeden z tych dni, o którym wole nie pisać nic. Sobota - Dzień Dziecka. Pogoda nie dopisała, ale ciocia spisała się na medal. Obiad był wyśmienity, a leniuchowanie na Ocicach zawsze jest w porządku. Dzisiaj skończyłam oglądać Supernatural. Nie jest mi dobrze z tego powodu, ponieważ muszę czekać aż do października na kolejny sezon, o ile w ogóle mają zamiar go nakręcić. Nie wiem co teraz będę robić. Był to jeden z lepszych seriali, który kiedykolwiek oglądałam. KOCHAM DEANA.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz