KAMIEŃ SPADŁ MI Z SERCA! Nie wiem czy kiedykolwiek czułam taką ulgę jak dzisiaj, właśnie w tym momencie. Aż trudno mi uwierzyć, że jednak wszystko idzie w dobrym kierunku! Ale po kolei:
Rano odpuściłam sobie niemiecki, wiem, że jestem zła i powinnam chodzić na lekcje, ale byłam zmęczona jak nigdy po wczorajszym Krakowie, a te spanie 47 minut dłużej pomogło zdecydowanie. Przywitało mnie zastępstwo z edukacji dla bezpieczeństwa, a na nim kartkówka! Całe szczęście nie była taka straszna, więc myślę, że nie będzie tragicznie. Reszta zajęć zleciała dosyć szybko - może dlatego, że nie poszłam również na dwie ostatnie lekcje, jakimi był wf. Gdyby nie rąsia, poskakałabym znowu przez kozła, ale nie ma opcji. Kazano mi uważać na nią, zatem uważam.Cały dzień się stresowałam. Nie wiem czy kiedykolwiek w życiu tak długo byłam tak spięta! Nie miałam z kim jechać do Krakowa w piątek, Koszeli też wtedy nie będzie, więc nie byłabym w stanie sobie tam poradzić, zresztą ważniejszym powodem zdenerwowania była odmowa mamy na samodzielny wyjazd. Całe szczęście zrobili konferencję, na której ustaliliśmy, ze mogę przyjechać w poniedziałek. Będzie tam również Kacper, także poradzimy sobie. Wiem już co wziąć i w ogóle. Bardzo się cieszę! Chociaż jeszcze nic nie jest pewne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz