piątek, 12 kwietnia 2013

10.

Piąteczek życia


Środę i czwartek byłam bez "automatu", ponieważ "mam to w dupie, że chcesz skorzystać z internetu, twój problem, że masz zadanie, gówno mnie to interesuje", zatem przemęczyłam się dwa dni, a dzisiaj nie wytrzymałam i powiedziałam co o tym myślę, w rezultacie matka zrobiła po raz kolejny z siebie ofiarę, ale chociaż mam jak skorzystać z internetu.

zeszyt z edb jacka
Nie pamiętam za bardzo co działo się w środę, poważnie. Mam problem, żeby zapamiętać takie rzeczy. Pamiętam jednak, że był dzień otwarty dla mojego byłego gimnazjum, który okazał się klapą. Nienawidzę takiego braku organizacji. Byłam jedyną osobą poza Sołtysem, która miała wcześniej styczność z trasą oprowadzania gimnazjalistów. Nie mieliśmy kartek, trzeba było chodzić z pamięci, już nie chcę nawet myśleć o tym, że 3/4 klas, do których mieliśmy wejść było zamkniętych, a nauczyciele nie byli przygotowani na odwiedziny. Porażka, naprawdę. Wstyd mi.
Później oczywiście wróciliśmy na lekcje. Dzień jak każdy inny, ale chociaż było ciepło. Na edb znowu miałyśmy z Adą fazę na maltretowanie zeszytu, także <- zamieszczam efekt końcowy.


Czwartek. Co takiego działo się wczoraj. W szkole jak w szkole, bez rewelacji, natomiast później wybraliśmy się z Przemkiem i Ewą do chińczyka, na pamiątkę została mi śmierdząca cebulą i starym tłuszczem kurtka skórzana i plecak...Jedzenie za to zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie, było pyyyyyszne! Długo czekałam na otworzenie chińskiej "restauracji" na naszym zadupiu. Najedzeni poszliśmy do maka, pogadaliśmy jak za dawnych czasów i do domu! Oczywiście nie ominęła mnie kłótnia z mamą, która skończyła się moim wyjściem z domu i jej płaczem, ale to już mnie zupełnie nie rusza, niech sobie płacze ile chce. Może jej się skończy limit łez. Łotewa.

Dzisiaj całkiem okej, dzień bardzo dziwny mimo wszystko. Jeden z tych, który wydaje się być snem. Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale dzisiaj to pierwszy raz od dłuższego czasu. Jestem jakaś za bardzo uczuciowa, ale niewrażliwa. Trochę nielogiczne. Cały dzień próbowałam ogarnąć matmę. 15minutowe korki coś dały, jednak nic z tego, co powtarzaliśmy nie było na kartkówce. Strasznie stresuję się matematyką. Coraz mniej rozumiem, a naprawdę się staram. Namieszałam tam dosyć porządnie. Będę się modlić o uznanie tego zadania... Popołudniu poszłam do dziadków, dziadek zjechał mnie od deski. Kocham go! Angielski, ciepła bułka z nutellą, a teraz herbata karmelowa i ploteczki z Ewą. Nie mam ochoty na rozmyślanie. Ostatnio zdecydowanie za dużo czasu na to poświęcam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz