Chwilę mam, więc czas na uzupełnienie braków w dzienniku. Niedziela jak niedziela. Pospałam dłużej, o dziwo mama wyszła z psem, więc nie musiałam się budzić o 8 i później znowu starać się zasnąć. Za to miałam takie chore sny, że sama nie wierzę w to co jest w mojej głowie. Zawsze miałam bujną wyobraźnię.
Popołudniu poszłam do babci. Posiedziałam, pomogłam zrobić prezentacje, pogadałam z ciocią i dziadkiem. Wróciłam do domu, wykąpałam się i zaraz zabiorę się za serial. Boję się matematyki, naprawdę. Stresuję się jak nigdy. Nie wiem co się ze mną dzieje, tym bardziej, że wczoraj doszły dodatkowe nerwy. Mam tyle cholernie trudnych problemów i zamiast się na nich skupić, to szukam sobie innych, łatwiejszych, ale bardziej je przeżywam i nie mogę sobie poradzić. To jest chore z mojej strony. Dzisiaj cały dzień zamulałam. Zamykałam się w sobie i patrzyłam w przestrzeń, w ogóle nie wyłapywałam co kto do mnie mówi. Aż mi siebie szkoda. Mam nadzieję, że się ogarnę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz