Wolny wtorek
Czasami nie rozumiem moich znajomych, o których myślę, że wiem wszystko. A przynajmniej wystarczająco, aby móc przewidzieć ich kolejny ruch. W każdym razie dzisiejszy dzień był dosyć ciekawy. Można powiedzieć, że nieustannie coś się działo. Pospałam długo, później poszliśmy do MDK. Miała być próba, ale oczywiście jeden z Jeźdźców Apokalipsy się nie stawił, więc próba ostatecznie się nie odbyła. Nie wiadomo zatem, czy pojedzie się dalej ze spektaklem, czy też nie. Nieistotne. Następnie dla towarzystwa poszłam na moment na pogadankę z Grażyną, a później to już do domu. Ostatni raz widzieliśmy przed świętami, więc miło było spotkać się z Olą i Cieślikiem. Oczywiście nie obyło się bez zamieszania, jakim było usunięcie mi połowy rzeczy z laptopa i zrobienie wiosennych porządków na pulpicie. Mat-inf jednak do czegoś zobowiązuje. Tak czy siak, komputer faktycznie chodzi zdecydowanie sprawniej, więc dziękuję po raz kolejny.
Wieczorem też zdecydowałam się na wyjście. Mam nową ulubioną melasę - winogronową. Pierwszy raz w takim stopniu czułam smak winogron. Było fajnie.
Jednak jestem naiwna i głupia, nie wiem dlaczego to robię. Szczególnie, że wiem, że nie robię dobrze. Muszę w końcu się zastanowić czego naprawdę chcę i ostatecznie robić to, co postanowię i uznam za słuszne. Generalnie stwierdzam, że zdecydowanie nie warto kierować się sercem i dzięki "błędom młodości" wiem, że nie zrobię tego nigdy więcej.
Podsłuchałam rozmowę matki z Endrju i muszę przyznać, że była dosyć ciekawa. Nie będę cytować, w każdym razie moim wnioskiem wyciągniętym z tego dziwnego dialogu jest to, że nienawidzę, kiedy ktoś w kółko powtarza te same argumenty. Nieważne w jakiej rozmowie, nieważne na jaki temat. Zawsze jedno i to samo. Nie wiem, jak można być takim człowiekiem, bez charakteru i własnego zdania, wciąż wmawiając jakieś pierdy, które nie są adekwatne do sytuacji. Drażnią mnie tacy ludzie, ale to chyba najłatwiejsze z możliwych rozwiązań.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz