sobota, 20 kwietnia 2013

16.

Piąteczek.


Żałosna samojebka z kamerki i dziubek i ryj mopsa. 
Zapowiadało się tak nieciekawie. Rano nie mogłam wstać, na lekcjach zamulałam, przerwy były nijakie, zresztą podobnie jak pogoda, która dodatkowo mnie męczyła. Jedyne co w szkole było plusem, niestety zapłaconym ogromnym stresem, był termin zerowy z geografii. Kompletnie się na to nie przygotowałam, zresztą jak Ada. Nikt nie miał odpowiedzi. Wszyscy spoglądali z nadzieją na wielką mapę świata, namalowaną na ścianie po prawej stronie klasy. Na 15 przykładów, byłyśmy w stanie zgapić jedynie 4, z pewnością, że będą dobrze, co dawało pewną kapę. Pani sprawdziła nam od razu prace. Czyta numerami, większość nie zaliczyła, albo ma dopa, na 15 par jedynie trzy, w tym my, są zwolnione z pisania kartkówki. Nie wiem jakim cudem się udało, ale był to początek dobrych wydarzeń tego dnia.
Pozdrawiam Ewę, która właśnie odbywa podróż życia!
Po szkole prędko do babci na pierogi. Zachwyt! Później do domu, posprzątałam i się zaczęło. Miałam 3 propozycje na wieczór, jedna wykluczała drugą, a trzecia była zbyt od czapy, żeby wypalić. Zdecydowałam się na 13, wstępnie mieliśmy iść w trzy osoby, ale niedługo po tym dostałam telefon, że wszyscy idziemy na KSia - była to druga opcja, która żadnym pozorem nie miała sprowadzić osób z 13 w tamto miejsce. Wyszło jak wyszło. Poszłam do Burgieł i od niej miałyśmy iść właśnie na Koniec Świata. Zaraz przed wyjściem okazało się, że nasza super ekipa z 13 dowiedziała się o kasowaniu na wstępie, także KS odpadł i została 13. Oni poszli szybciej, a my spotkaliśmy się z ekipą, która z założenia miała właśnie tam spędzić wieczór, jednak koncert pokrzyżował ich plany. Kiedy dotarliśmy na miejsce i ks dowiedzieli się o tamtych nastąpił jakiś chaos. Nie wiem jak i kiedy się rozdzieliliśmy, w efekcie siedziałam z osobami, do których mieliśmy wszyscy dojść, a oni poszli gdzieś indziej. Musze przyznać, że miło tego mało sympatycznego incydentu, było bardzo fajnie. Mogę stwierdzić, że był to jeden z lepszych wieczorów, szkoda tylko, że trwał tak krótko. W każdym razie posiedzieliśmy, pogadaliśmy, później polecieliśmy do maka, a tam akcja życia z kuponami. Wszystko działo się tak szybko, że tylko stałam w miejscu i się śmiałam z tego co się dzieje. Zjedliśmy nuggetsy i powoli do domu. Było ok. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz