poniedziałek, 8 kwietnia 2013

8.

Poniedziałek

Jest jakoś dziwnie. Mam huśtawki nastrojów, w związku z tym czuję się jak kobieta z menopauzą - psychicznie i fizycznie. Mimo, że dzień rozpoczęty językiem niemieckim, to nie było bardzo źle. Mam nadzieję, że chociaż uda nam się z Lindą przepisać do innej grupy, ponieważ nasza aktualna to lekkie przegięcie. Z drugiej strony nie jest chyba tragicznie, bo na pierwszy semestr wychodziła mi 3, a nawet nie mam książek! Kto by pomyślał. Zdolna ja.

Mam ochotę kupić sobie granatowy sweterek - taka tam dygresja.
Mina została mi z lekcji polskiego. 

Stresuję się matematyką, ponieważ mam fatalne oceny...Muszę się postarać dostać dobrą ocenę ze sprawdzianu z geometrii. Dzisiejszą kartkówkę znowu skopałam. Nie wiem co się ze mną dzieje. W każdym razie cieszę się, ze mama jest skłonna puścić mnie do Jałowej, poważnie...Jestem w szoku, ale naprawdę to coś, za co byłabym jej dozgonnie wdzięczna, a przede wszystkim - odpoczęłabym w świetnym towarzystwie. Generalnie jest progres, ponieważ matka popłakała się przy obiedzie, w trakcie kolejnej lekko chorej sytuacji. Może powoli zaczyna zauważać, że coś jest nie tak. Nie liczę na zmianę.
Powinnam zacząć robić notatki z biologii. W środę sprawdzian, a materiału jest dosyć dużo, oczywiście i tak się za to nie zabiorę, bo wciągnę się w Supernatural. Jakby nie patrzeć - jutro też jest dzień. Nie wiem dlaczego jestem taka leniwa...

Mama się mnie dzisiaj zapytała co jest ze mną nie w porządku, że nie mam chłopaka - przecież dziewczyny pod koniec I liceum już przeważnie kogoś mają. Dlaczego nikogo nie masz? To był cios poniżej pasa. Jakby to była moja wina. Cóż, widocznie mamusia ostatnimi dniami lubi dopierdalać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz