Dzisiaj znowu jestem zmuszona do dodania podwójnego wpisu, ale nic na to nie poradzę - siła wyższa. Zacznę zatem od początku, a dokładniej od niedzieli.
Niedziela.
Po najbardziej leniwym dniu, jakim pamiętam nastąpiła zawalona masą rzeczy do zrobienia niedziela... Nie wiem czy wykonałam wszystkie zaplanowane czynności, natomiast jestem pewna jednego - robiłam zdecydowanie za dużo zbędnych rzeczy. Ubzdurałam sobie, że muszę wyrobić sobie brzuch i co? Zamiast uczyć się na dzisiaj, ćwiczyłam razem z Mel B przez dziesięć minut. Poszłam do babci, gdzie ciocia przekonała mnie wreszcie do obcięcia włosów, ale o tym niżej. Do południa i tak leniuchowałam, muszę stwierdzić, że takie byczenie się poprzedniego dnia mi się udzieliło i naprawdę ciężko było zabrać się za cokolwiek. W każdym razie po powrocie od babci zabrałam się za matematykę. Nie wiem, czy jakieś efekty będą, przekonam się o tym, jak pani odda sprawdziany, ale chciałabym dostać 3. Chociaż nie ma co się łudzić, znając moje szczęście i brak umiejętności, będzie znacznie gorzej. Wieczorem na domiar złego (?) ściągnęłam sobie na telefon aplikację, która zapisuje moje "osiągnięcia" w A6W, wczoraj zrobiłam całą serię. Liczę na widoczne efekty już niedługo!

Poniedziałeczek.
Jestem w ciężkim szoku, z którego nie potrafię się otrząsnąć - poczułam się jak w podstawówce! Dostałam dzisiaj dwie piątki. Nie wierzę w to co się dzieje, naprawdę. Generalnie dzień minął dziwnie szybko, jedynie dłużył mi się angielski, ale to dlatego, że umierałam na ból brzucha. Myślałam, że mam zapalenie wyrostka! A boję się tego panicznie, odkąd przewspaniały lekarz mnie nie nastraszył... Nieistotne. Z tego względu nie poszłam ZNOWU na wf, za to spędziłam mile czas w gronie zacnej IImi. Poszliśmy na lody, no i oczywiście w końcu, po długim namyśle udało się nam znaleźć sprzedawcę na rynku, który zszedł z ceny okularów poniżej 20zł. Później oczywiście wróciłam do domu, przygotowałam sobie obiad i zajęłam się uzupełnianiem ćwiczeń z angielskiego. Zamiast robić to, czego mi brakuje, zaczęłam robić do przodu... Mądra ja. Chwilę po tym, kiedy znudził mi się angielski i zagrzałam się odpowiednio na balkonie przyszedł czas na fryzjera. TAK STRASZNIE SIĘ BAŁAM! Włosy nie urosły mi od ostatniego cięcia w ogóle, dlatego omijałam wszelkie salony szerokim łukiem, ale nie miałam już wyjścia. Moje końcówki były koszmarne. Na szczęście pani mnie grzecznie posłuchała i nie obcięła mi więcej, niż chciałam. Bardzo dobrze. Oby rosły coraz szybciej! Dzisiaj znowu poćwiczyłam z Mel B, ale tym razem towarzyszyła mi mama. Robiłyśmy ćwiczenia na nogi i brzuch. Planowałam jeszcze A6W, ale obawiam się, że nie dam rady. Zbyt dużo naraz. Czeka na mnie za to 11odcinek 7sezonu supernatural i ciepłe łóżeczko, w którym spędzę więcej czasu niż zwykle, gdyż jutro zaczynam dopiero od 9:40!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz