sobota, 6 kwietnia 2013

6.

Piątek-sobota

Wczoraj.


 Wróciłam do domu nie dość, że późno, to jeszcze padnięta, więc nie byłam w stanie dodać żadnego wpisu, dlatego też dzisiaj zrobię taki myk i napiszę o dwóch dniach. TAK BARDZO SPRYTNIE! Zacznę zatem od piątku. Dzień jak każdy inny bez szczególnych wydarzeń w szkole. Prawdę mówiąc mam lekkie zaćmienie i nie pamiętam, co dokładnie się działo, oprócz zabierania Arkowi telefonu przed geografią. Czułam się jak w podstawówce - bieganie po korytarzu, krzyki i szarpanie się o głupi telefon, ba! Jeszcze z podstawówkowo-gimnazjalną ekipą.
Wróciłam ze szkoły, pogadałam z mamą. Mimo jej dziwnego stanu umysłu, który ciężko mi określić, miewa momentami przebłyski racjonalnego myślenia i potrafi normalnie prowadzić dyskusję. Dzięki temu mogłam być wczoraj dłużej niż zwykle na mieście i może uda mi się wynegocjować możliwość wyjazdu pod koniec maja ze znajomymi. Sama nie wierzę w to, co piszę, ale mam nadzieję, że mi się uda. To byłoby wspaniałe. Póki co marzę o tym wyjedzie do Warszawy, czekam z niecierpliwością na informację od Oriany w sprawie repertuaru, pakuję torbę i mnie nie ma!

Alternatywny kuzyn Alek na Końcu Świata
z pierniczkową filiżanką kawy.
Popołudniem poszłam na angielski, którego okazało się nie być, więc przygarnęli mnie chłopcy z zespołu na próbę, następnie umówiona byłam z Olą, z którą poszłam na Koniec Świata, zając jakieś dogodne miejsce. Całe szczęście, że o tym pomyślałyśmy, ponieważ niemalże każdy stolik był zarezerwowany! Aż niemożliwe. Znalazłyśmy "ustronne" miejsce pod schodami- dwa fotele, malutki stolik i dwa pufy. Dla nas było w sam raz, jednak po jakimś czasie zaczęli zbierać się znajomi, których się nie spodziewaliśmy. W efekcie było nas jak to ktoś mądrze ujął "20 osób na metr kwadratowy". Ekipa była dosyć specyficzna, każdy zupełnie z innego otoczenia, ale i tak było całkiem fajnie. Mam nadzieję powtórzyć kiedyś wypad z podobną grupą znajomych, zdecydowanie.


Dzisiaj.

Spałam do późna i się nie wyspałam. Posprzątałam, pousuwałam zdjęcia z dysku i powspominałam Kortowo. Już nie mogę doczekać się wakacji i siłowni z panem Matkiem, warsztatów z aktorami i głupich akcji z Kubą i Sebastianem Piotrowicz! Szykują się najlepsze wakacje, szkoda tylko, że bez Sierzputyńskiej...
Wieczorem poszłam do babci, podniosła mnie nieco na duchu, później z ciocią. Zrobiłyśmy spaghetti, zjadłam i wróciłam. Jak weszłam do domu, tak dorwałam się do komputera. Aż niemożliwe, że tak sprawnie chodzi, nie mogę uwierzyć. Miłość życia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz