Wczoraj.
Wróciłam do domu nie dość, że późno, to jeszcze padnięta, więc nie byłam w stanie dodać żadnego wpisu, dlatego też dzisiaj zrobię taki myk i napiszę o dwóch dniach. TAK BARDZO SPRYTNIE! Zacznę zatem od piątku. Dzień jak każdy inny bez szczególnych wydarzeń w szkole. Prawdę mówiąc mam lekkie zaćmienie i nie pamiętam, co dokładnie się działo, oprócz zabierania Arkowi telefonu przed geografią. Czułam się jak w podstawówce - bieganie po korytarzu, krzyki i szarpanie się o głupi telefon, ba! Jeszcze z podstawówkowo-gimnazjalną ekipą.
Wróciłam ze szkoły, pogadałam z mamą. Mimo jej dziwnego stanu umysłu, który ciężko mi określić, miewa momentami przebłyski racjonalnego myślenia i potrafi normalnie prowadzić dyskusję. Dzięki temu mogłam być wczoraj dłużej niż zwykle na mieście i może uda mi się wynegocjować możliwość wyjazdu pod koniec maja ze znajomymi. Sama nie wierzę w to, co piszę, ale mam nadzieję, że mi się uda. To byłoby wspaniałe. Póki co marzę o tym wyjedzie do Warszawy, czekam z niecierpliwością na informację od Oriany w sprawie repertuaru, pakuję torbę i mnie nie ma!
![]() |
| Alternatywny kuzyn Alek na Końcu Świata z pierniczkową filiżanką kawy. |
Dzisiaj.
Spałam do późna i się nie wyspałam. Posprzątałam, pousuwałam zdjęcia z dysku i powspominałam Kortowo. Już nie mogę doczekać się wakacji i siłowni z panem Matkiem, warsztatów z aktorami i głupich akcji z Kubą i Sebastianem Piotrowicz! Szykują się najlepsze wakacje, szkoda tylko, że bez Sierzputyńskiej...
Wieczorem poszłam do babci, podniosła mnie nieco na duchu, później z ciocią. Zrobiłyśmy spaghetti, zjadłam i wróciłam. Jak weszłam do domu, tak dorwałam się do komputera. Aż niemożliwe, że tak sprawnie chodzi, nie mogę uwierzyć. Miłość życia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz