niedziela, 14 kwietnia 2013

11.

Sobota?


Miał być dziennik, a jakoś ostatnio nie dodaje codziennie wpisów, więc chyba czas to zmienić. Dzisiaj dodam dwa - za wczoraj i później dzisiejszy. Może będę w stanie coś napisać, bo po wczoraj to nie mam ani ochoty, ani nic w głowie. Ale to nieistotne.

Pospałam do późna, posprzątałam, obejrzałam dwa odcinki i przyszedł Arek. Poszliśmy biegać na stadion. To nasz pierwszy wypad w tym roku na bieżnie. Umówiliśmy się, że biegamy póki co trzy razy w tygodniu po pół godziny. Myślę, że na początek to wystarczająco. Tak bardzo miłe było ze strony otyłego współlokatora było kopanie w nas piłki. Uprzejmość ludzka nie zna granic jak widać. Pogadaliśmy, oczywiście temat prędzej czy później zszedł na wiadomą osobę. Wróciłam do domu, szybki prysznic, przebrałam się i znowu przyszedł Arek. Arek, jak to Arek nie potrafi trzymać języka za zębami, ale nieważne. Nic się nie stało na całe szczęście. Poszliśmy po dziewczyny i do żabki. Było śmiesznie. Zrobiłam grzechotkę z butelki po frugo, Oli wrócił głos i przygotowaliśmy stolik na romantyczną kolację. Po opróżnieniu tego, co mieliśmy do opróżnienia poszliśmy do 13. Nie posiedziałam długo. Po może 30minutach wyszłam i poszliśmy na kawę i na spacer - jak za dawnych czasów. Już nie pamiętam, kiedy tak długo chodziliśmy po mieście i znowu boli mnie biodro. Przynajmniej było cieplej niż ostatnim razem, kiedy byliśmy tak długo na spacerze. Zresztą nieważne. Wróciłam do domu przed północą i złapał mnie jakiś dziwny dół. Są rzeczy o których lepiej nie wiedzieć. Nie wiem dlaczego tak się tym przejęłam i aż tak mnie to dobiło. Chciałabym nie być tak przewrażliwiona i w końcu przejrzeć na oczy. Trwa to tak długo, sama wiem od dawna, jak wygląda sytuacja, a mimo to, w mojej głowie siedzi jakaś głupia myśl, że może jednak. Wydawać by się mogło, że każdy widzi, że coś jest na rzeczy. Że coś jest na rzeczy, a okazuje się, że tak nie jest. Dostrzegają to tylko osoby, które nie powinny, albo nie muszą. Cóż. Czas się ogarnąć i znaleźć jakieś dobre wyjście z tej sytuacji. O ile się da. Jednak przez dłuższy czas - ponad pół roku, nadawałam na zupełnie innych falach, niż powinnam. Muszę się przestawić. Nie wiem czy dam radę. Jeszcze ten wyjazd...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz